Pepa – pies, którego zesłała nam Duma

Tęsknię za Dumą, nie ma dnia bym o niej nie myślała. Już niedługo minie rok, jak umarła. Uścisk w sercu pozostanie na długo, zapewne na zawsze…

Brakowało mi codziennego towarzystwa psa podczas mojej pracy w saloniku. Psa, który wita klientów, da się pomiziać i jest wizytówką saloniku i tego, co robię. Zaczęłam więc szukać.

DSC_1006

Wypatrywanie tej jedynej

Wiedziałam, że ma być to suczka, duża, koniecznie adoptowana (lata doświadczeń utwierdzają mnie, że to najlepszy wybór) i, że musi to być szczenię. Szczenię tylko dlatego, by móc przyuczyć ją do klientów, do nowych warunków i pewnych zasad, które towarzyszą salonikowi.

Wieczorami wertowałam strony z psimi adopcjami i wiedziałam, że w końcu trafię, albo ktoś mi pomoże (wielu moich znajomych „psiarzy” wiedziało, że szukam). Ufałam, ze to będzie tak, jak z Lamią, zobaczę i już będę wiedziała, że to ten pies, którego szukam.

Nie myliłam się

Po około dwóch miesiącach poszukiwań zobaczyłam i już wiedziałam, że znalazłam! Na stronie internetowej pewnego schroniska ujrzałam kilka szczeniąt. Gdy przeczytałam ich historię, rozpłakałam się. Ktoś wywiózł siedem szczeniaków w głąb lasu i zostawił na pastwę losu.  W tym dniu, w którym zostały znalezione, dwie dziewczyny wybrały się na codzienny jogging. Jak opowiadała jedna z nich, codziennie zapuszczały się w las około trzech kilometrów. W tym dniu tak jakby im coś mówiło i wciągało w głąb gąszczu drzew. Przebiegły osiem kilometrów. I tak trafiły na siedem wygłodzonych, wyziębniętych szczeniąt. Leżały w kupie, wszystkie przytulone do siebie. Bez mamy…

Dziewczyny wezwały policję, a ci schronisko. Część psiaków od razu adoptowano, część trafiło do przytułku. W małym, przytulnym schronisku nakarmiono, ogrzano i zapewniono opiekę. Młoda dziewczyna, która wraz ze swym partnerem opiekuje się zwierzętami, opisała historię i umieściła zdjęcie szczeniaków w internecie. I pewnego wieczoru natknęłam się na jej informację o porzuconych szczeniakach.

DSC_1018

Od razu wiedziałam, że wśród tych szczeniąt jest moja sunia!

Zaraz zadzwoniłam do dziewczyny, byłam na sto procent pewna, że to jest pies, którego szukam. Nie było łatwo. Bardzo sympatyczna miłośniczka psów na początku odmówiła mi zarezerwowania psa i adopcji z jasnych powodów. Mieszkam zbyt daleko (pieski zostały znalezione w okolicy Żar tuż przy granicy niemieckiej), a to oznacza, że oni nie mogą zrobić wywiadu i sprawdzić warunków, w którym pies będzie przebywał. Zrozumiałam to oczywiście pamiętając, że to samo było, gdy adoptowałam Lamię. Spokojnie wytłumaczyłam, że mam salonik dla piesków, że psy towarzyszą mi od dziecka, że mam już jedną suczkę adoptowaną i oprócz niej kilka innych piesków. Zapraszałam na naszą stronę internetową i naszego bloga. Wydaje mi się, że swój swojego wyczuje nawet na końcu świata! :) Dziewczyna zaufała mi, uwierzyła i zapewniła, że czarna suczka będzie moja. Uf. Wtedy pozostały tylko dwa tygodnie oczekiwania, ponieważ pies musiał przejść schroniskową kwarantannę. Długie dwa tygodnie…

To był czas na przygotowania. Wszystkie moje psy zostały poinformowane o nowym domowniku.

Z Agatką zaczęłyśmy wybierać imię. Po wielu pertraktacjach została Mia, ale nie byłam przekonana. Tyle jest pięknych imion, a jak dochodzi do wyboru, to jest problem. Klientom opowiadałam o tym, że już następnym razem będzie ich witała nowa suczka, opowiadałam o jej historii.

Wreszcie razem!

Miałam wiele szczęścia z przewozem suni, nie musiałam organizować przejazdu, gdyż mój syn akurat był w delegacji w tamtych stronach i przywiózł mi ją osobiście. W schronisku została zaszczepiona i odrobaczona i nawet wykąpana. W moje ramiona wpadła na początku grudnia 2015 roku. Podobno podczas podróży była bardzo grzeczna, troszkę tylko wymiotowała. Była wystraszona, oczka mówiły o zmęczeniu i o tym, że jest głodna. Kupa nieszczęścia nawet nie tyle z wyglądu (w schronisku już została troszkę odżywiona), tylko pod względem psychicznym. Nie bardzo wiedziała, co od niej chcę, gdyż ciągle chciałam ją mieć przy sobie. Płakała przez pierwsze trzy dni. Tęskniła za swoimi siostrami. Tutaj była sama, nie chciała się zaprzyjaźniać póki co z moimi pieskami. Natomiast Lamia potraktowała ją jako swoje dziecko (niewiele większa niż ona), a maluchy patrzyły się z niedowierzaniem (znowu następny pies). Nie miała apetytu, martwiłam się.

received_1085825784785322

Tuż po przywiezieniu Pepy do Psa Uroku

Nie pasowało mi do niej imię Mia. Źle mi się wypowiadało, miałam wrażenie, że to nie to. W wyborze pomogła mi moja urocza, śliczna klientka, która pojawiła się u mnie że swoimi pieskami zaledwie w kilka dni po tym, jak syn przywiózł mi suczkę. Powiedziała, że do tej suczki pasuje imię Pepa. Coś mną ruszyło. No rzeczywiście, Pepa! Skonsultowałam z Agatką i to było to! Tak jak z imieniem Duma, które wymyślił mój syn.

To Duma nam ją zesłała

Po tych trzech nieszczęsnych dniach (zaczęłam się już martwić czy dobrze zrobiłam), było już tylko lepiej.  Powoli, powoli zaczynałam ją przyuczać do zasad, które będą panowały w moim domu i w ogrodzie. Bardzo szybko nauczyła się, że gdy jej pani obcina pieski, nie wolno przeszkadzać. Podczas pierwszych dwóch dni dobijała się do saloniku (dziękuję klientom za wyrozumiałość), potem odpuściła. Teraz czeka, aż wychodzimy z saloniku, wtedy jest czas na głaskanie, zachwycanie się. Jest psem mądrym, szybko się uczy. Już nie zostawia kałuż w domu, nie wychodzi za bramę, która jest otwarta, bo czekam na klienta. Wie, że po skończonej pracy będzie z nami w domu, że będzie bawić się z Lamią. Moje wnusie są już z nią zaprzyjaźnione, zabaw nie ma końca. Poprosiłam Anię, moją synową, aby mi poszukała kilka zabawek, które mogą posłużyć jako gryzaczki dla Pepy. Jak cudowny był widok, gdy Blaneczka biegła z reklamówką pełną zabawek krzycząc: „Babciu! Mam! Mam zabaweczki dla Pepy!”.

DSC_1028

Pepa i Blanka

Kiedyś wyczytałam, że pies, który umiera za jakiś czas wysyła po sobie następcę. Wierzę w to, naprawdę. Jestem pewna, że Duma wysłała do mojego życia Pepę. Mądrą, wrażliwą, przeuroczą.

To na pewno nie ostatni wpis na jej temat :)

Ewa

The following two tabs change content below.

Psa Urok

Psa Urok to prawdziwy psi lifestyle. Przede wszystkim jednak najpiękniejsze psie historie, które potwierdzają fakt, iż to właśnie psy czynią nasze życie całością. Sprawdźcie nas na Facebooku i Instagramie.
2 comments on “Pepa – pies, którego zesłała nam Duma
  1. uwielbiam czytac Twoje historie Przy Dumie strasznie płakałam w 2015 roku w lipcu i we wrześniu odeszły moje dwie sunie Jedna miała 14 druga 15 lat Ze względu na sąsiadów którzy nie uznaja szczekania i mielismy przez nich dużo problemów zdecydowaliśmy że psinek już nie będzie Oglądamy sie za każdym ogonkiem i bardzo tęsknimy Zazdroszczę Ci Pepy ale tak od serca nie negatywnie Niech się dobrze chowa i daje dużo szczęścia pozdrawiam

  2. Piękna historia. Mam nadzieję, że Pepa i Wy razem z nią przeżyjecie wiele szczęśliwych chwil. A co do wysyłania następcy – oto moja historia. Około 20 listopada 2000 roku zginęła pod kołami samochodu moja sunia Misia. Mnie i moim rodzicom bardzo brakowało psa, ale na adopcję zdecydowaliśmy się dopiero w marcu następnego roku. Chcieliśmy przygarnąć dorosłą, ale młodą suczkę, niezbyt dużą. Nie było jednak takiej, która by nam odpowiadała i pracownik schroniska przyniósł 6cio -tygodniowego szczeniaczka, który natychmiast wtulił się w szyję mojego ojca. Nie było dyskusji – pieseczka została z nami. Podano nam jej datę urodzenia – 1 lutego 2001 roku. Biorąc pod uwagę czas trwania ciąży u suk, jestem przekonana, że Maja to kolejne wcielenie Misi. Przyniesiona do domu natychmiast zaczęła jego zwiedzanie, bez strachu czy objawów stresu. Charakterem też przypomina swoją poprzedniczkę. Towarzyszy mojej rodzinie do dzisiaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>