Thira – największa grecka szczęściara

Marta, Jacek, Iza i Ola – niesamowita rodzina o niesamowitych sercach. To ten rodzaj „psiarzy”, którzy oprócz udostępnienia zdjęcia biednego czworonoga szukającego domu, są w stanie ruszyć niebo i ziemię, by naprawdę zmienić życie zwierzęcia. Kto był w Grecji (ja nie byłam, może i dobrze), ten wie, że to kraj bezdomnych psów. Smutne oczy proszące o najprostszy gest wprawiają w rozpacz – wiesz, że nie powinieneś ich pogłaskać, bo dasz nadzieję. Marta, Jacek, Iza i Ola mieli do tego prawo – dali nie tylko nadzieję, ale przede wszystkim dom. Dom, o którym marzy każdy czworonóg. Poznajcie historię przygarnięcia Thiry. 

Piątek, 17 lipca, ok. 13:00. Zjeżdżamy wynajętym samochodem do portu promowego długą, stromą, krętą drogą w dół skalistego zbocza. Santorini jest piękne, ale port promowy Athinios to miejsce przerażające – wąski kawałek betonu, oparty o nagie rozgrzane słońcem skały, zatłoczony samochodami i autokarami przywożącymi i odbierającymi setki turystów z potężnych promów pasażerskich; zasmrodzony czarnym dymem potężnych dieslowych silników. Można wydostać się stąd jedynie długą, stromą i krętą drogą, zawsze pełną TIR-ów i autokarów.

Santorini

Port Athinios (Thira/Santorini) Fotografia: Yiannis Drenoyiannis

Wśród tego zgiełku, smrodu i upału widzimy malutką, jamnikowatą suczkę, wlokącą czarne, nabrzmiałe sutki po betonie. Biega tam i z powrotem – zagubiona i czegoś szukająca. Znika między kołami samochodów. Czekamy w Internet Cafe Restaurant Spartacos na otwarcie biura Blue Star Ferries. Nasz przyjaciel Marek płynie jutro na Kos, bilet na prom zakupił wiele tygodni wcześniej przez internet, jednak – nie wiadomo dlaczego – nie wolno mu go samemu wydrukować, musi osobiście odebrać w biurze Blue Star Ferries. Biuro jest zamknięte, może otworzą je za godzinę.

Suczka pojawia się przy nas, chłepcze resztki brudnej wody z podstawki doniczki jedynego, porządnie podlanego kwiatu. Nalewam wody z butelki do zwiniętej dłoni i podaję jej; pije łapczywie, nawet na mnie nie spojrzy. Potem odbiega, myślimy – wraca do szczeniąt; ale za chwilę jest znowu przy nas, zagubiona. 

b

W prawej łapie między palcami odkrywamy wielkiego, nabrzmiałego krwią kleszcza. Delikatnie wykręcamy go przy pomocy pęsety. Suczka jest bardzo łagodna, patrzy na nas smutnymi oczami i cierpliwie poddaje się zabiegowi. Żadnego sklepu, same podrzędne restauracje. Wchodzę do jednej, pytam, czy mają „chicken souvlaki”. Mają. Proszę o dwa, koniecznie surowe. Konsternacja. Powtarzam kilka razy. Przebiegły, niechętny błysk w oku kelnera: „A! Chcesz dokarmiać te zwierzęta w porcie!”. „Nie, nie! To dla mojego psa” – odpowiadam.

Nieufnie wącha kawałki kurczaka. Pewnie nigdy wcześniej czegoś takiego nie kosztowała. Próbuje delikatnie, powoli… a potem wszystko znika w ciągu kilkunastu sekund. Odbiega od nas… prosto pod cofający się autokar. Iza – nasza córka – w ostatniej chwili wyciąga ją spod kół. Wtedy już wiemy, że musimy ją stamtąd zabrać. Tylko gdzie te szczenięta?! Kelner ze Spartacos: „Ten pies? Tak, przedwczoraj ktoś podrzucił tutaj pudełko z nią i dwunastoma szczeniętami. Mam gdzieś nawet ich zdjęcie. Ależ tak, oczywiście, zawiadomiliśmy odpowiednie służby. Przyjechali, zabrali szczenięta do uśpienia”.

c

Nazwaliśmy ją Thira. W sklepie z pamiątkami dostaję kawałek sznurka, służy za smycz. Wsadzamy ją do samochodu i wieziemy do naszej przystani, na jacht. Po drodze weterynarz – niestety zamknięty do 17:00. Iza wyjmuje jej z uszu jeszcze czternaście opitych krwią kleszczy, przeciera sierść wilgotną gąbką. Thira panicznie boi się wody. 

Mija 17:00. Wracamy do weterynarza. Szczepienia, odrobaczanie, obroża przeciw pasożytom, środek na wstrzymanie laktacji. Ma nie więcej niż 2 lata. Pytamy, czy może pomóc znaleźć kogoś, kto ją przygarnie. Nie ma szans. Ale może – jeśli sobie życzę – na jutro rano mieć czip i paszport. Życzę sobie. Thira spędza z nami ostatnią noc na jachcie.
Iza postanawia spać blisko niej w kokpicie.

dSobota rano.
Thira ma już wszczepiony czip, wyrobiony grecki paszport, kupujemy torbę do transportu lotniczego. Bilety mamy wykupione na niedzielę rano. Ale EasyJet nie weźmie jej na pokład. Wydzwaniam na wszystkie numery, nie pomagają żadne tłumaczenia. To niezgodne z ich „Pet Policy”. EasyJet nie akceptuje psów, nawet gdybyśmy wykupili dla niej osobny bilet. Wiemy, że razem z nami nie poleci. Musimy znaleźć inne rozwiązanie, a przede wszystkim inne linie lotnicze.

Marek po południu rusza promem na Kos, stamtąd w niedzielę rano do Krakowa. Przychodzi nam na myśl, że Kos może być szansą również dla nas. I jest! Jacek znajduje połączenie Aegean Airlines w niedzielę z Kos do Aten, z Aten do Genewy. Wiemy, że Aegean akceptuje zwierzęta, ale nie możemy kupić biletu online, na stronie internetowej nie przewidziano opcji „pies”. Jedziemy na lotnisko, aby kupić bilet i zarejestrować psa bezpośrednio w biurze Aegean Airlines.

e

O 17:00 wsiadam z Markiem i z Thirą na prom. Wypływamy z Athinios, gdzie znaleźliśmy Thirę poprzedniego dnia. Nie możemy przebywać z psem na eleganckich, wyciszonych, klimatyzowanych pokładach „dla ludzi”, jedynie na górnym pokładzie drugiej klasy – obrzydliwie brudnym, głośnym, rozgrzanym. Dobre i to, byle wydostać ją z wyspy. Jesteśmy wykończeni upałem, śpimy na zmianę na ławkach, jedno z nas cały czas pilnuje Thiry, która wciąż szuka szczeniąt.

Wieczorem jesteśmy na Kos. Marek ma zarezerwowany pokój w hotelu, jednoosobowy. Udaje nam się zamienić na podwójny. Śpimy na łóżku małżeńskim, „linia demarkacyjna” przez środek ;o) Zamawiamy taksówkę na 4:30. Lot do Aten o 6:35, a trzeba jeszcze załatwić formalności dla Thiry. Marek ma samolot znacznie później, ale jedzie razem ze mną. Cholerny taksówkarz nie chce mnie wpuścić z Thirą do samochodu. Sugeruje, aby torbę z psem wsadzić do bagażnika. A Thira wciąż szuka… Nie można spuścić jej ze smyczy ani z oka.

f

Aegean Airlines akceptują na pokładzie zwierzęta o wadze nieprzekraczającej 8 kilogramów, razem z torbą transportową. Sama Thira waży 8,5 kg. Oglądają ją, każą położyć na wadze. Podpieram ukradkiem torbę ręką, waga wskazuje 8,3 kg – puszczają nas. W samolocie nie mogę siedzieć na wykupionym miejscu, ponieważ współpasażerowie nie zgadzają się siedzieć obok psa, twierdzą, że mają alergię. Na szczęście miła stewardessa znajduje dla mnie cały wolny rząd foteli na końcu samolotu.

O 7:30 jesteśmy w Atenach. O 10:30 w Genewie. Udaje nam się zdążyć na pociąg i o 12:15 jesteśmy już w domu. Przywitanie z Maią – naszym białym owczarkiem szwajcarskim, który jest prawie pięć razy większy od Thiry. Mała jest przerażona przez pierwsze 3 minuty. Maia daje wyraźne sygnały, że nie ma się czego bać. Odstępuje swoje łóżeczko.

g

Thira odsypia, ale nie pozwala mi się oddalić na krok. Mijają niecałe dwie doby odkąd się spotkałyśmy. Jacek, Iza i Ola wracają planowo wieczorem, przeklętym EasyJetem. Thira na ich widok wpada w euforię. W poniedziałek jedziemy do miejscowego weterynarza, aby przeprowadzić dokładne badania oraz wpisać Thirę do bazy psów ANIS. Jest w dobrej formie, nie ma zakażenia, dostaje zestaw lekarstw, witamin i maść przyspieszającą gojenie się ran. Z niecierpliwością czekamy jeszcze na wyniki badania krwi w kierunku leiszmaniozy i boreliozy.

h

Thira jest zupełnym przeciwieństwem Mai, naszego owczarka – beztroskiego, psotnego, z wiecznie uśmiechniętymi oczami. Oczy Thiry były smutne, niepokoił ją każdy gwałtowny ruch, bała się mężczyzn. Jednak powoli nabiera pewności siebie, przyzwyczaja się do nowego otoczenia i już żywo reaguje na nowe imię. Nie odstępuje nas na krok, uwielbia wskakiwać na kolana, wtulać się i być głaskaną. Z uwagą przygląda się naszym zabawom z Maią, próbuje ją naśladować. Wczoraj, mimo wciąż smutnych oczu, pozwoliła sobie na zwariowaną gonitwę po trawniku – po raz pierwszy wyglądała na szczęśliwego psiaka.

Historię opisała Marta wraz z pomocą Jacka, Izy i Oli. Serdecznie Wam dziękujemy!

ost

Aktualizacja:

Niestety – wyniki krwi Thiry wskazują na leiszmaniozę dodatnią (choroba pasożytnicza). W związku z tym wielu weterynarzy zaleca uśpienie psa, ale Jacek i jego rodzina nie chcą się poddać – znają czworonoga, który żyje z tą chorobą 10 lat. Teraz dokładniejsze badania, kilkutygodniowa kuracja, a potem branie leków – prawdopodobnie do końca życia. Będą walczyć. Trzymajcie kciuki. Ja trzymam całą sobą. [Agata]

The following two tabs change content below.

Psa Urok

Psa Urok to prawdziwy psi lifestyle. Przede wszystkim jednak najpiękniejsze psie historie, które potwierdzają fakt, iż to właśnie psy czynią nasze życie całością. Sprawdźcie nas na Facebooku i Instagramie.
49 comments on “Thira – największa grecka szczęściara
  1. Udajcie się do dr Czerwieckiego z Warszawy. Najlepszy wet w Polsce. Mi psy 3 razy uratował. Ludzie z całej Polski jeżdżą do niego. Ceny jak u normalnego weta. Normalny lekarz z pasją i niesamowitym doświadczeniem.

  2. Wielki szacunek dla państwa .Jestem pełna podziwu .Zapewne nie da się zbawić całego Świata ,ale można uratować ,chodź jedno psie życie .Życzę powodzenia i zdrowia dla suni .

    • Niech Wam pod stopami kwiaty zakwitną, byście byli wiecznie młodzi i zdrowi, by słońce Wam świeciło kiedy trzeba, by Was kochano tak jak Wy pokochaliście to zwierzątko wystraszone. Niech wielka chwała i łaska
      napełni Wasze życie. Jesteście cudownymi ludźmi.

    • Ale leiszmaniza jest groźna dla ludzi a pies jest rezerwuarem i potencjalnym zagrożeniem. Wwożenie chorego psa siejącego chorobę na około to wielkie niebezpieczeństwo i głupota. Czy wiecie ,że jedna z postaci u ludzi nazywana jest białym trądem. LEISZMANIOZA to groźna choroba wwożenie jej do Polski ………… wstawcie co uważacie ..jak zachorują wasze dzieci lub wy sami to do kogo będziecie mieć pretensje.

      • Proszę nie być przerażonym, nie wwieźliśmy psa do Polski – nic Panu nie grozi.
        Do potencjalnego zarażenia potrzebne są jeszcze samice muchówek z rodzaju Phlebotomus (lub Lutzomyia w Nowym Świecie), które w Polsce (środkowej/północnej Europie) nie występują.
        Wybierając się do któregoś z krajów Morza Śródziemnego: południowej Francji, Hiszpanii, Sycylii, Grecji, Algerii, Libii, Maroka, Tunezji, Egipiptu, Bliskiego Wchodu a także Ameryki Łacińskiej, zachodniej Azji a nawet Ameryki Północnej (Teksas) naraża się Pan bardziej na zarażenie, niż posiadając chorego psa w środkowej Europie.
        Poza tym pies to nie przedmiot, który wyrzuca się/zabija, jeśli okaże się, że ma jakąś wadę. Leiszmaniozę można skutecznie leczyć Milteforanem (lub antymonianem megluminy – Glucantime) w połączeniu z Allopurinolem. Niczego nie żałujemy, nikogo nie obwiniamy. Wiemy, że podjęliśmy słuszną decyzję i dziękujemy Wszystkim za miłe słowa.

  3. Niesamowita historia,ile zdecydowania i samozaparcia ze stroy rodziny poslkiej..bravo, szacuneczke i dzieki w imieniu psiaczka, az serce sie raduje ,ze sa jeszcze tacy ludzi,ktorym los zwierzat nie jest obojetny

  4. Uśpić psa? Co to za weterynarz. Psy z leiszmaniozą żyją wiele lat. Nie poddawajcie się. Moja oba psy załatwiły się babeszjozą od kleszczy. Były tak chore, że moja 15-letnia wtedy suczka, wchodziła w majakach łapami do miski, bo nie wiedziała jak się ma napić… Wydaliśmy bardzo wiele pieniędzy, ale bez wahania zrobiłabym to drugi raz. Oba zdrowe a minął dokładnie rok. Walczcie.

  5. Wzruszające. Popłakalam się! Ta opowieść to dowód, że są jeszcze dobrzy ludzie na świecie. Niech Was Bóg błogosławi!

  6. Wzruszyłam się bardzo. Jestem pod ogromnym wrażeniem, tak bardzo niewielu ludzi byłoby wstanie wyjść poza swoją strefę komfortu i dokonać czegoś takiego. Jesteście wspaniali, życzę Wam szczęścia.

  7. jestem pod wielkim wrażeniem , wspaniali i mądrzy ludzie życzę szczęścia i powodzenia bo to się Wam należy , aby psinka dała dużo radości i wyzdrowiała .

  8. Wraca człowiekowi wiara w ludzi☺gdy się czyta takie historie. Życzę całej wspaniałej rodzinie aby wszystko dobrze się ułożyło. Pozdrawiam. ☺

  9. Jestem pod ogromnym wrażeniem całej historii i wspaniałej decyzji :) aż łzy w oczach mi się zakręciły. Miło było przeczytać ze są tak wyjątkowi ludzie jak Państwo. Pozdrawiam serdecznie! Życzę powodzenia i dużo dużo zdrówka dla Thiry. Malutka jest w najlepszych rękach :)

  10. Szkoda Thiry. Ale przy Was będzie teraz szczęśliwym psem. Potrzebuje tylko czasu, tak jak moja sunia. Była smutna, teraz to wariatka nie do poznania.
    Podziwiam. Niejeden już by się poddał, tyle trudności mieliście w podróży. Trzeba naprawdę kochać psy, żeby tak się nimi zajmować. Oby więcej takich dobrych ludzi jak Wy.
    Serdecznie pozdrawiam!

  11. Brak mi słów by wyrazić wdzięczność i podziw dla Was,Waszego serca,podejścia!Życzę Wam powodzenia i wszystkiego w życiu co najlepsze!

  12. Jesteście WIELCY!!
    Mam nadzieję, że sunia będzie walczyć, jak Wy o nią walczyliście :-)
    Wszelkiej pomyślności i wieeelu lat razem :-)

  13. Wyrazy szacunku! Ja również przygarnęłam zwierzaka, małą ciężarną czarną koteczkę z okropnie pokiereszowanym, brudnym i zaropiałym ogonkiem. Mieszkała na cmentarzu.. W tym samym dniu powiła mi cztery kocięta, dziś mają 10 tygodni i trójka z nich znalazła już własne fantastyczne domy. Rysia (po amputacji ogona przypomina rysia) jest wspaniałą kotką, która nie opuszcza mnie na krok i oczywiście zostanie już z nami. Warto pomagać zwierzętom, mają takie samo prawo do życia i szczęścia jak my. Pozdrawiam gorąco!

  14. psy moga zyc znakomicie z leishmania , wystarczy znalezc wlasciwa terapie, na niektore sposoby leczenia moga byc wrazliwe i moze im zniszczyc nerki, dlatego wazne jest znalezc dobrego weterynarza ktory trafi we wlasciwe lekarstwa , moj owczarek podhalanski zyl 8 lat z leishmania i umarl w wieku 15 lat (duzo jak na owczarka ) i to nie z leishmani a z powodu raka- nawet nie bylo widac ze choruje na leishmanie- bral lekarstwa , robil przerwy gdy analizy byly dobre i zachowywal sie jak normalny zdrowy pies – w dodatku nie jest to choroba zarazliwa dla innych psow (jesli pies bierze lekarstwa) duze komplementy dla was za to co zrobiliscie- wspaniala suczka – kochana ogromnie,tak jak wszystkie pieski, ty im dasz 10 one ci oddadza 100

  15. Wielki szacunek dla Państwa. Tyle trudności ale wielka miłość i współczucie dla tej biednej psiny pozbawionej wszystkiego. Pozdrawiam serdecznie. Życzę zdrowia Thirze.

  16. Gratulacje za upor, uwierzcie ze ta suczka bedzie wierna zawsze. Tez mam suczke w podobnym wieku z Grecjii, tez byla bezdomna, ze zlamana lapa tuz nad stawem wiec potrzebna byla szybka operacja I bardzo podobne formalnosci choc z innego miejsca w Grecjii. Tu na miejscu (mieszkam w Anglii) potrzebna byla jeszcze jedna operacja tej lapy no I porzadne dokarmienie ale teraz wszystko jest super choc jest nieufna do nieznanych jej ludzi. To Springiel Spaniel ktora jest chyba najbardziej szalonym psiakiem jakiego znam, nasza coreczka ja uwielbia, obie maja podobne temperament wiec przepadaja za soba:-)

  17. Jesteście Państwo wspaniali!!! Trzymam kciuki za Thirę! przy nikim innym nie miałaby szans, ale Wam się uda.

    Podziwiam Wsza determinację, bo sama od lat nie jeżdżę do Grecji (ani w ogóle nad Morze Śródziemne) właśnie z powodu bezdomnych zwierząt. Tu mam za to same z adopcji, życzę, żeby Thira, która bardzo przypomina moją Tusię, miała z nią jeszcze jedno wspólne: Tusia zaczęła w kwietniu 15 rok życia!

  18. Wielki szacunek mam dla Was. Wasza sunia jest podobna do mojej, ktora zginela tragicznie w poniedzialek. Miala 2,5 roku… zrobilabym to samo, Wszystkiego Najlepszego Wam zycze x

  19. jakże ja kocham takich ludzi jak wy. Ja sama mam w domu kociaka znalezionego na działce i ledwo odratowanego, jak go brałam to był jeszcze ślepy i sam nie potrafił jeszcze jeść.Jednak dzisiaj po dwóch latach to piękny i pogodny kocurek i jak się tak do mnie czasem przytula i mruczy to myślę, że mi chce okazać wdzięczność za to co dla niego zrobiłam. A decyzja nie była dla mnie łatwa ponieważ mam już pieska i mieszkam poza krajem,jednak udało mi się w miarę szybko wyrobić paszport i teraz kocurek jeżdzi zawsze z nami i muszę przyznać,że pomimo iż podróż trwa ok. 5 godz. znosi ją bardzo dzielnie. Kochani życzę wam powodzenia i mam nadzieję, że się nie poddacie a być może uda się wyleczyć tego pięknego psiaka. Pozdrawiam i was i tego szczęściarza

  20. cudowna historia zdrowia dla uratowanej suczki sama mam 6 letniego Teriera szkockiego którego kocham nad zycie szkockie Teriery psy o bardzo zrównoważonej psychice

  21. Piękna historia… jeszcze pięć lat temu takie opowieści nie robiły na mnie wrażenia.. od pięciu lat mam swoją Kulkę… pyszczek i sierść wilczurka, kształt dużego jamnika… i bardzo się kochamy….

  22. Toruń, dr Mirosław Krawczyk, jeden z najlepszych diagnostów w kraju, wspaniały weterynarz i dobry człowiek. Leczy, nie usypia zwierząt… długie terminy ale warto.

  23. Jeszcze raz bardzo dziękujemy za słowa wsparcia.Rozpoczęliśmy kurację Allopurinolem (Zyloric). Thira wygląda coraz lepiej, poprawił się stan sierci, uszka już nie są zwisające, zagoiły się rany i nie widać wystających żeber. Nabrała wigoru, oczy już się uśmiechają.

    Gdyby ktoś szukał informacji o lekarstwach na lejszmaniozę, to Allopurinol najlepiej sprowadzić z Hiszpanii. Można dostać go w Hiszpanii w każdej aptece (Alopurinol Cinfa) bez recepty. Za 6 opakowań (100×100 mg) i 3 opakowania (30×300 mg) zapłaciliśmy 27 EUR. To 87000 mg – starczy na 510 dni kuracji. W Polsce lekarstwo nie jest drogie (kosztowałoby 140 zł), ale ponoć bardzo trudno je dostać – w aptekach albo w ogóle nie ma, albo są przeterminowane opakowania – i trzeba mieć receptę.

  24. allopurinolo bral tez moj piesek, jest dobrym lekarstwem bo w srodku pasozyta leishmani tworzy zwiazki toksyczne ktore go zabijaja , trzeba go brac przez wiele miesiecy, praktycznie przez cale zycie, robiac przerwy co jakis czas bo moze tworzyc krysztaly w urynie i prowokowac rozne problemy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>