Już nigdy nie będzie tak samo

Kochamy wszystkie psy. Szczególnie nasze. Te, które umarły i te które wciąż są z nami. Staramy się nie faworyzować. To tak jak z dziećmi. Gdy masz więcej niż jedno – kochasz każde tak samo. Jednak nie boję się powiedzieć, że Duma była najukochańszym psem. Wyjątkowym. Jedynym. Niepowtarzalnym. TAKIEGO psa już nie będzie. Owszem, życie toczy się dalej. Wiemy jednak, że to już nigdy nie będzie to samo życie. Będzie inne. Wybrakowane.

Duma. 10-letni berneński pies pasterski. Nasza „mała dziewczynka” umarła w ostatni dzień lutego tego roku. A raczej to my pomogliśmy jej umrzeć. 

Duma

Pamiętam ten dzień ok. 10 lat temu. Wróciłam ze szkoły, a mama oznajmiła mi, że postanowiła powiększyć naszą rodzinę o berneńczyka. Nie miałam nic przeciwko. Kolejny pies, kolejne szczęście – pomyślałam. Rodzice zapytali czy jadę z nimi na Śląsk odebrać nową domowniczkę. Porzuciłam plany o nauce niemieckiego i historii. Pała nie wydawała się straszna przy świadomości, że za jakieś dwie godziny będę tulić futrzastego słodziaka. Była wśród kilku innych berneńczyków. Nie, wcale do nas nie podeszła, nie zamachała ogonem, nie popatrzyła w oczy. Po prostu stała lekko na uboczu, podczas gdy większość misiaków sikała z radości albo pchała się w nasze ramiona. Mama nie miała wątpliwości. Wskazała na Dumę. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że właśnie podjęliśmy jedną z najwspanialszych decyzji w naszym życiu.

Zawsze była złotym psem. Posłusznym, ale czasem nieco łobuzerskim. Pięknym i dostojnym, ale nierzadko umorusanym w błocie. Groźnie szczekającym, ale często słodko bojaźliwym. Wielkim i ciężkim, ale kochającym przebywanie „na rączkach”. Uwielbiającym pieszczoty, ale nie nachalnym. Trochę pulchnym głodomorem, ale przepadającym za ruchem. Zazdrośnikiem, ale pełnym empatii i sympatii do innych. Była nasza. Rozumieliśmy się z nią bez słów. Nie mogła bez nas żyć, a nam wydawało się, że nie możemy żyć bez niej. Mojemu ojcu też, gdy wyprowadzał się z domu osiem lat temu i oznajmił, że zabiera Dumę ze sobą. Nigdy w życiu nie rozbawił mojej mamy bardziej niż wtedy. Moglibyśmy oddać wszystko, ale nie ją. 

O jej całkowitym posłuszeństwie dowiedzieliśmy się przypadkiem. Aisha, nasza podhalanka, uciekła jak zwykle. Przeskoczyła płot, albo znalazła w nim dziurę. Albo po prostu wykorzystała ułamek sekundy, gdy brama była otwarta. Szukaliśmy jej tak jak zawsze. Mama i tata samochodami, ja na nogach po całej wsi, a Artur, mój brat, po lesie. To właśnie on zdecydował się wziąć Dumę z małą nadzieją, że wyczuje, gdzie podziewa się nasza biała królewna. Nie odstąpiła go na krok. Szła jego tempem, patrząc się nie w dal w poszukiwaniu Aishy, ale na niego. Tak jakby chciała powiedzieć: „Nigdy cię nie opuszczę i ty nigdy nie opuszczaj mnie”. Wymowne spojrzenie widzieliśmy za każdym razem na kolejnym spacerze. Szczególnie mama, która zrobiła z Dumą setki, jeśli nie tysiące, kilometrów.

Uwielbiała spacery. Te leniwe, powolne i te rytmiczne, szybsze. Mimo sporej masy, miała doskonałą kondycję. Jestem prawie pewna, że to właśnie z powodu „wychodzenia” długo nie chorowała. Pod koniec, gdy rak zżerał jej kości, a ścięgna były kruche jak lód, nie mogła pokonywać nawet tych nieco dłuższych tras. Mimo stwarzania pozorów, że wcale nie idziemy do lasu potrenować, wiedziała. Patrzyła w dal, czasem trochę powyła. Chciała być tam gdzie jej ukochana właścicielka. By nią cieszyć się spokojem lasu. Jednak nie potrzebowała go do tego, by tworzyć spokój w sobie. Była jego uosobieniem. Przeciwwagą do naszych porywczych charakterów, skrajnych emocji przeskakujących jak piłeczka pingpongowa pomiędzy jedną częścią stołu a drugą. Koiła nasze nerwy i uczyła dystansu do trudnych, życiowych spraw. Zawsze uśmiechnięta, zawsze chętna do wsparcia. Bo zawsze była obok nas, tym samym zarażając nas swoim spokojem ducha. Niesamowita relacja połączyła ją i moją 3-letnią dzisiaj bratanicę. Blanka zawsze lubiła nasze małe shih-tzu, ale to o „Bumie” mówiła w domu i to „Bumę” wołała, gdy rodzice przywozili ją do nas w niedzielne popołudnie. Gdy spędzały razem czas były jak dwie małe dziewczynki, przyjaciółki „od serca”, które w razie przeciwności staną nawzajem w swojej obronie. Byłyśmy pewne, że w tych zabawach Blanka jest bezpieczna. Duma miała wobec niej niekończące się pokłady cierpliwości i serdeczności. To jest właśnie prawdziwa miłość.

8

Gardziła agresją. By dokonywać rzeczy wielkich, choć pozornie małych, nie musiała jej stosować. Raz tylko ugryzła. Mężczyznę, który przewoził rzeczy mojemu ojcu, gdy ten wyprowadzał się z domu. Była nie tylko mądrym psem. Była psem świadomym. Świadomym naszej miłości dla niej, swojego bezpieczeństwa, swojego zdrowia, swojego życia. Wiedziała, że Mateusz, zaprzyjaźniony weterynarz, wstrzyknie jej za moment substancję, która spowoduje zatrzymanie akcji serca. Nie drgnęła. Pozwoliła mi trzymać mocno jej łapkę, choć nigdy tego nie lubiła. Była świadoma tego, że ten zastrzyk to nasz ostatni prezent dla niej. Najważniejszy. Bo zapobiegnięcie okrutnemu cierpieniu było najlepsze, co mogliśmy dla niej zrobić.

Nieodłączna część Psa Uroku. Jego integralna część. Tak naprawdę to ona była Psa Urokiem. To dla niej przyjeżdżali klienci, to o nią pytali przez telefon, to oni wspierali podczas jej choroby. Zawsze gościnna, zawsze cierpliwa, zawsze uśmiechnięta. Nikt się jej nie oparł. Z czasem przestaliśmy reagować na pytania w stylu: „No to ile za nią chcecie? Kupuję od razu!”. Obawialiśmy się, że ktoś ją ukradnie. Jednak była za mądra, by tak się stało. Niestety mądrość, pasja do życia, dobroć i serce przepełnione miłością do nas i do całego świata nie odparły atakującego z niewyobrażalną siłą raka. Najpierw zabierał ją powoli, a w ostatnich tygodniach napierał z kilkukrotnie większą siłą. 

13

Może i będzie lepiej. Może gdy okres żałoby minie będziemy wspominać ją częściej z uśmiechem na ustach, a nie ze łzami w oczach. Może przestaniemy płakać podjeżdżając pod dom samochodem i jej nie widząc. Może będziemy mieć innego berneńczyka, który pomoże załatać tę ogromną dziurę, znacznie większą niż tę, którą Dumusia zostawiła pod drzewem. Może w końcu przestaniemy słyszeć jej szczekanie, wycie, pochrapywanie i tłuczenie ogonem o podłogę, gdy o niej mówimy. Może będzie lepiej, może nie. Na pewno będzie inaczej. To już nie ten sam Psa Urok. Psa Urok wybrakowany. Psa Urok tak bardzo inny niż do tej pory.

Agata

The following two tabs change content below.

Psa Urok

Psa Urok to prawdziwy psi lifestyle. Przede wszystkim jednak najpiękniejsze psie historie, które potwierdzają fakt, iż to właśnie psy czynią nasze życie całością. Sprawdźcie nas na Facebooku i Instagramie.
35 comments on “Już nigdy nie będzie tak samo
    • No właśnie ;c.
      Ja mojego 1 pieska-perełkę straciłam przez moją „głupotę” ;c
      Zostawiłam ją przywiązaną do płotu przy sklepie… została po niej tylko smycz i obroża…

  1. Ja sobie wyobrazic ,co to za bol po stracie ukochanego psa.Jak odszedl moj ukochany kocurek to dlugo nie moglam dosc do siebie .Najwazniejsze,ze Duma juz nie cierpi.Napewno biega po zielonych lakach za teczowym mostem.

  2. Mam też takiego piesa…suczka kochana.
    i tez jest jej córa roczna mieszaniec , a sobie sama sprawiła z owczarkiem niemieckim , piękne i bardzo kochane/ i mam też 17 kotów wszytko w symbiozie .

  3. Też to przeżyłem niespełna dwa lata temu gdy odszedł mój ukochany maksiu bernenczyk -wszystko tak jakby wróciło po przeczytaniu tego bloga,znowu mam łzy w oczach pozdrawiam

  4. Mój Maks , ten co bywał u Dumy odszedł na Wieczny Spacer w zeszłym roku w kwietniu . Pani Ewa na pewno pamięta bo po nas przyjeżdżała . Boli jeszcze teraz . Serdecznie pozdrawiam .

  5. Rozumiem Wasz smutek i żal.
    Też miałam ukochanego psiaka, który odszedł.
    Teraz, po wielu latach, mam kocurka, który się przybłąkał jakiś czas temu. Koty są zupełnie inne, nic nie zastąpi psiego mądrego spojrzenia i okazywanej radości i spontaniczności …. ale on też jest kochany :))
    Pozdrawiam.
    Sylwia

  6. Ja pożegnałam mojego berneńczyka trzy dni temu, 27 marca. Żył krótko, tylko 8 lat, pokonało go zwyrodnienie stawów. Czuję straszną pustkę i mam wrażenie, że nigdy się z tym nie pogodzę, nie mogę powstrzymać łez. Żadne zwierzę nie daje z siebie tyle miłości co berneńczyk.
    Pozdrawiam.

  7. Jutro minie 3tygodnie od mojej jedynej Przyjaciółki.Obwiniam się o jej śmierć i myślę co mogłam zrobić i może to wina weterynarza, może mogłam iść do innego. Co poszło nie tak? Poród nie winny nie czuła się źle urodziła 3 szczeniaki, pierwszy martwy, głaszcze ją, całuje potem przerwa aż 3godziny widzę że jest słaba musi dalej rodzić. Akcja całkiem się zatrzymuje lekarz decyduje o cesarce bo muszą wyjść jeszcze 2szczeniaki.Mam złe przeczucia Ona zmęczona a tu jeszcze operacja ale ufam lekarzowi myślę że wie co robi. Oddaje mi ją przytomną, normalną, zmęczoną. jeszcze jeden szczeniak nie przeżył, ale to nic myślę ważne że ona żyje drugi słaby sunia prawie nie daje znaków życia. Jadę do domu z nią na rękach oddaję jej te trzy szczeniaki ona słaba ciężko oddycha a ja durna myślę no jak ma oddychać po cesarce. Jest słabiutka. Dokarmiam maluchy butelką i mlekiem dla szczeniąt bo lekarz mi je podał bo może nie mieć mleka po cesarce. 02.00w nocy Ona już śpi, wiec ja też idę spać. Rano wstawiam wodę żeby zrobić mleko i kawę, zaglądam do niej i widzę że nie reaguje jest wiotka, nie kontaktuje i ten ciężki oddech jest słaby. W panice wiozę ją do tego lekarza. Podaje jej leki, ale już nie reaguje na nic. Wracamdo domu bo zostały szczeniaki same. Po godzinie telefon, że nie udało się jej uratować. Tak więc zostałam z jej dziećmi… Sama

    • Przecież nie mogłaś mieć na to, żadnego wpływu. Może to wina lekarzy, może nie, ale na pewno NIE TWOJA. My musieliśmy uśpić takiego pieska, co się do nas przybłąkał. Ryczałam z tęsknoty, mimo, że był u nas tylko kilka dni. Ale tak jesteśmy zaprogramowani, że po prostu, słodkie oczka, machnięcie ogonkiem i już jesteśmy sami.

  8. Znam ten ból :/
    Kilka lat temu zmarł mój wierny Ciapek, królik, który był jak mały pies. Był posłuszny, kochał się bawić..
    Ale po dwóch latach coś zaczęło się z nim dziać.. nie wiem dlaczego.. miał zapalenie uszu, zapalenie górnych dróg oddechowych, ale żadne lekarstwa mu nie pomogły.. Co roku w dzień jego urodzin, w rocznicę śmierci i w dzień, w który pierwszy raz mogłam go przytulić-przychodzę pod jego grób i marze, żeby do mnie wrócił..
    Nikt mi go nie zastąpi tak jak nikt nie zastąpi wam Dumy.
    Pozdrawiam.

  9. Jezu moja malamutka też niestety choruje na raka…aż żal mi czytać bo nawet sobie nie wyobrażam co będzie jak jej zabraknie… Niby to tylko pies, tak mówią, ale nie dla mnie. Dla mnie to AŻ pies! Fantastyczny i najukochańszy ! Przeraża mnie jak szybkość z jaką postępuję ten nowotwór, czasem chciałoby się mieć wpływ na fakt przemijania czasu. Dowolnie go przyspieszać lub zwalniać…

  10. Piękny artykuł. Siedzę właśnie i płaczę, bo wspominam mojego pieska, który odszedł nagle miesiąc temu. Ile byśmy dali z mężem, żebyśmy mieli szansę go ratować, gdybyśmy wiedzieli, że jest na coś chory, wydalibyśmy każde pieniądze, żeby nas westuś był nadal z nami. Ciągle łapiemy się na tym, że wchodząc do domu czekamy, aż przybiegnie do nas na schody i będzie się z nami witał i wygadywał, że nas tak długo nie było. Tej nocy, której umarł coś w nas pękło, uświadomiliśmy sobie ludzką bezradność, gdy umiera najbliższa istota. Takiej rany nic nie zagoi, poczucia winy, że zawiodło się najlepszego przyjaciela. Wczoraj babcia wróciła ze sklepu ze smakołykami dla naszego ukochanego Fluffika…;( tak ciężko uwierzyć, że nie ma go z nami….

  11. Też to przeżyłam i to dwukrotnie. Płakałam za każdym razem. Do dziś wisi na haczyku smycz i obroża..
    A potem zebrałam w jeden album wszystkie jego zdjęcia i odłożyłam do archiwum domowego. czasem sobie oglądamy…

  12. Pamiętam jak rok temu musiałam podjąć decyzje o odejściu mojej suni. Nie wiem ile dokładnie miała lat, została znaleziona, stowarzyszenie zajęło się jej opieką a do mnie trafiła jako tymczasowiczka. Nie znałyśmy się długo zaledwie kilka miesięcy w czasie których okazało się że rak dał przerzuty, dysplazja jest bolesna, i do tego babeszjoza. Było nam ciężko, mimo że nie znałam jej tak długo jak ty swoją sunię, współczuje. Nie ma trudniejszej w życiu decyzji dla miłośnika czworonogów…

  13. Co Wy musicie czuć, skoro ja rozszlochałam się na dobre. Tak mi przykro :( boję się, co się stanie kiedy bedę musiała pożegnać naszego psa :(
    Pięknie to napisałaś, a ja wyję dalej :(

  14. Wiele ludzi musi się zmierzyć z najgorszą stratą w życiu – stratą dziecka, a Wy nad psem płaczecie głośniej…
    Człowiek jednak jest żałosnym stworzeniem.

  15. Każdy ma prawo do przeżywania swojego bólu na swój sposób. Jak Tobie to się nie podoba to nie wchodż na te strony.Tu każdy łączy się w bólu po stracie swojego pupila .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>